Ostatnio wracam do żywych. Sesja w tym semestrze była niezwykle ciężka czułem się jak na jakimś Valium, szybując w nicości. Wszystko działo się tak wolno, aż się rzygać chciało... Wielokrotnie powtarzałem sobie, że jeszcze tylko tydzień i koniec - lecz to nie pomagało. Nie potrafię okłamywać siebie. Rzucenie wszystkiego na jeden wieczór z dala odemnie pomogło.
Niech nikt nad grobem mi nie płacze,
krom jednej mojej żony,
za nic mi wasze łzy sobacze
i żal ten wasz zmyślony.
Niech dzwon nad trumną mi nie kracze
ni śpiewy wrzeszczą czyje;
niech deszcz na pogrzeb mój zapłacze
i wicher niech zawyje.
Niech kto chce grudę ziemi ciśnie,
aż koniec mnie przywali.
Nad kurhan słońce niechaj błyśnie
i zeschłą glinę pali.
A kiedyś może, kiedyś jeszcze,
gdy mi się sprzykrzy leżeć,
rozburzę dom ten, gdzie się mieszczę,
i w słońce pocznę bieżeć.